I tak właśnie zapowiadają się kolejne przepiękne dwa lata w Opolu. Esz, no cóż – bywa. Przynajmniej nikt mi nie powie, że się nie starałam ^^’ Dobra, nie jest źle, z drugiej strony cieszę się strasznie, że nie muszę się żegnać ze wszystkimi fajnymi ludźmi z naszego cudownego miasta! No i ta bursa, jakby nie patrzeć, była naprawdę straszna xD
I tylko mi strasznie głupio zadzwonić teraz do mojej korepetytorki z matmy, i powiedzieć jej, że nie zdałam tego testu, mimo, że wczoraj (w niedzielę!) poświęciła mi dodatkowy czas, żeby wytłumaczyć mi to wszystko. Oj, oj, jak strasznie mi głupio teraz.
Alex
Akhem. [wszyscy przecierają oczy ze zdziwienia] [poprawka, nikt tego nie robi, bo nikt tu nie wchodzi… ee, no ale jakby co!] Nie, nie zaparował Wam monitor, względnie soczewki. Sprzątając komputer i przy okazji przeglądając stare notki, doszłam do wniosku, że mimo wszystko nie chcę stracić wszystkich wspomnień tu zapisanych, a przecież jak nic nie będę pisać, to mi w końcu bloga skasują. Tak więc! Wracam do akcji, mimo, że już od bardzo dawna ani ja, ani Psycho, ani Nabijacz, ani Tri, ani Adża nie pisaliśmy nic a nic i ani słowa. Stera ekipa blogowa rozkruszyła się tak w życiu internetowym jak i prywatnym. Jedyną osobą, która od czasu do czasu jeszcze coś doda jest Janet, za co ją osobiście podziwiam. Chociaż, muszę powiedzieć, że robi to bardzo rzadko i przyznać się, że nie przeczytałam ani jednej części opowiadania od bardzo dawna. Ogólnie, wydaje mi się, że wszystko co dotychczas pisałam wydaje mi się bardzo odległe, już sama forma i, ach, ta ortografia wyglądają z perspektywy czasu po prostu śmiesznie. No, dobra, może te ostatnie notki, te z trzeciej klasy, nie są znów takie złe, ale powiedzmy sobie szczerze, że oto kończy się pierwsza klasa liceum, a ja sama nie wiem od czego zacząć pisanie.
Prowadzenie bloga, jak zauważyłam, jest poniekąd bardzo trudnym zadaniem. Jak wiadomo, głównym celem dodawania nowych notek jest powiadomienie świata jak ogółu, no a przynajmniej jego internetowej części, o najświeższych wydarzeniach z życie wziętych i własnych przemyśleniach na ich temat. To sprawdza się w dwóch przypadkach. Po pierwsze, kiedy nikt nie zna naszej prawdziwej tożsamości, lub znają ją tylko najbliżsi przyjaciele, którzy i tak wszystko o nas wiedzą. Po drugie, kiedy absolutnie każdy aspekt naszego życia jest politycznie, społeczne, religijnie, koleżeńsko i autentycznie poprawny, co zaprzecza samo sobie i jest fizycznie czy też psychicznie niemożliwe. Tak więc, aby napisać dobrą notkę na bloga, należałoby powstrzymać na chwilę strumień świadomościowy i zastanowić się: co mogę spokojnie napisać, a co spowoduje, że pod moim domem stanie wieczorem tłum wieśniaków z widłami, pochodniami i rządzą mordu w oczach. Ponadto, z wydarzeniami z mojego życia są powiązane także inne osoby, które ze zrozumiałych powodów mogłyby nie życzyć sobie aby w/w tłum zagościł pod ich domami. Żeby jednak każda notka nie traktowała o nie prowadzących do nikąd przemyśleniach filozoficznych, trzeba posiąść umiejętność pisania w taki sposób, żeby każdy odbiorca wyniósł z tekstu przesłanie zrozumiałe wyłącznie dla niego, pomijając jednocześnie wstawki w stylu „wiesz o co chodzi, M. :*”, po których każdy Marcin, Michał, Metody, Marta, Marysia i Martyna zastanawiają się o co chodzi. Ale biorąc pod uwagę, że i tak nikt tego nie przeczyta – będzie to całkiem łatwe.A tak w sumie to po prostu absolutnie nie chce mi się uczyć geografii. I wymyślam sobie sześć tysięcy innych zajęć, żeby udawać potem przed sobą, że tak wciągnął mnie blog/odcinek Naruto/Bleach’a/Fullmetala/książka/DS/Gadu/sprzątanie kompa, że, och!, nawet nie zauważyłam jak upłynął mi cały czas przeznaczony na naukę, a potem już sami wiecie, kolacja, ach!, no i Karolina zadzwoniła, to co miałam zrobić, nie odbierać? no przecież to tak nieładnie, no i w ogóle, [tu wstaw imię kogoś inteligentnego], mogę siedzieć obok ciebie na sprawdzianie, prawda?
Tak to wygląda. Poza tym, wychodzi na to, że jak za szybko kończymy lekcje, to zwyczajnie nie potrafię się zabrać do roboty, bo przecież tyle jeszcze mam czasu. A potem nagle budzę się o 32 z połową notatek z geografii i nawet nie rozpoczętym czymkolwiek innym, stwierdzam, że i tak nic nie zrobię i idę spać… Fachowa nazwa tego zjawiska brzmi: lenistwo. O, i jeszcze za dużo marudzę – wiem. Ostatnio zaczęłam marudzić, że marudzę, a to już chyba oznacza, że bardzo ze mną źle.Nikt już nie może wytrzymać na tych lekcjach, takoż i ja. Czekamy wszyscy wakacji, a przynajmniej końca sprawdzianów i marzymy i solidnym wypoczynku, który w moim przypadku prawdopodobnie znowu okaże się przemieszczaniem się z miejsca na miejsce, bez chwili wolnej w domu. No, ale dla mnie najlepsze są tylko takie wakacje, bo inaczej tylko bym siedziała w domu i oglądała animce albo gapiła się bez celu w sufit, jako, że bezwzględny leniwiec mieszkający we mnie daje się zagłuszyć jedynie kiedy dzieje się coś naprawdę fajnego. Ale za to wtedy daję z siebie wszystko, i tak też mam zamiar na tych wakacjach.
I tym sposobem docieramy do końca, bo mama wróciła do domu i mnie woła. Narka, i mam nadzieję, że tym razem szybciej się zmobilizuję!
Alex